Historia od kuchni: Sylwester i Nowy Rok

Ostatni tekst w tym roku będzie kontynuacją świątecznych rozważań, zapoczątkowanych ponad tydzień temu. Uznałem, że byłyby one niepełne gdybym nie nakreślił choć paru słów na temat zabawy sylwestrowej i święta, przypadającego na dzień 1 stycznia, które większość z nas i tak przesypia. Wyżej podpisany nie był w tej materii bynajmniej wyjątkiem – dzieckiem będąc myślał bowiem, że święto Nowego Roku to nie żadna uroczystość w obrządku katolickim, a po prostu miłosiernie podarowany nam dzień na odpoczynek po całonocnych szaleństwach.

emotions-2975395_960_720

Nowy Rok nie tylko zimą

Świętowanie wigilii Nowego Roku, zwanej Sylwestrem ma bardzo długą historię. Nie zawsze jednak przypadał on na 31 grudnia. Zanim Juliusz Cezar w 46 r. p.n.e. ustanowił pierwszy dzień stycznia jako początek nowego roku, dawni rzymianie za jego rozpoczęcie obierali datę 1 marca. Celtowie natomiast tą przypadającą u nich na koniec lata uroczystość łączyli z obchodzonym w jej przeddzień świętem zmarłych. Wtedy to ponoć dusze przodków przebywać miały na świecie pospołu z żyjącymi. Obchody powitalne rozpoczynającego się roku były wśród tego ludu bardzo huczne – trwały aż dziewięć dni, podczas których dbano skwapliwie, aby każdy miał jakieś towarzystwo. Samotne osoby mogły zostać po śmierci potępione. Warto poza tym wspomnieć, że najstarsze znane nam cywilizacje takie jak Babilonia czy Egipt początek i koniec lat łączyli z cyklami determinowanymi przez przyrodę. I tak u tych pierwszych rok rozpoczynał się wraz z porą deszczową, dającą wytchnienie wysuszonym roślinom, dla Egipcjan zaś cenzusem był, oczywiście, wylew Nilu. Przez miesiąc wówczas północnoafrykański lud oddawał się różnego rodzaju zabawom. Na najwięcej wtedy jednak pozwolić sobie mogli Babilończycy – król doznawał na koniec roku upokorzenia, którego źródłem było spoliczkowanie go przez najwyższego kapłana po czym przez trzy dni pokutował za swoje grzechy. Całość kończyła się wesołą biesiadą.

Zabawa zrodzona z grozy

Fakt, że najprawdopodobniej czytając ten tekst właśnie szykujecie się na całonocną zabawę zawdzięczać można wróżce Sybilli. To ona właśnie miała przepowiedzieć koniec świata na rok 1000. Wraz z nastaniem tego roku groźny smok Lewiatan miał się wydostać z watykańskich lochów i spustoszyć planetę. Wśród europejskiego prostego ludu krążyła nawet historia, że smoka zamknął w pierwszej połowie IV wieku papież Sylwester I. Przełom roku 999 i 1000 to rządy nie kogo innego jak papieża Sylwestra II. To zdecydowanie za dużo koincydencji dla średniowiecznego człowieka – mógł być zatem pewien, że groźna bestia lada moment wybudzi się z głębokiego snu, aby dokonać swego dzieła zniszczenia. Nastał jednak ostatni dzień grudnia, a wraz z nim północ. Gdy ludzie zorientowali się, że smok albo najwyraźniej zmienił plany albo w ogóle nie istniał, wylegli tłumnie na ulicę by bawić się i fetować swoje przetrwanie. Sam papież nawet, widząc barwne korowody, udzielił wkrótce  pierwszego błogosławieństwa Urbi et Orbi (błogosławieństwo, zarezerwowane dziś tylko dla ważnych okoliczności lub świąt). Zabawy odbywały się na koniec następnych i następnych lat. Nazwano je wkrótce Sylwestrem, od imienia papieża, któremu przyszło urzędować w tak niepewnych czasach.

celebration-3042641_960_720

Tymczasem w Polsce

Nasz kraj długo się jednak opierał urokowi sylwestrowej nocy. O pierwszych zabawach tego typu możemy mówić dopiero od XIX wieku, a i wtedy świętowała wyłącznie arystokracja lub co bogatsi mieszczanie. Nie szampanem witano jednak wtedy nowy rok, a starym, dobrym węgierskim Tokajem. Szampan na zabawie sylwestrowej u nas pojawił się dopiero po II wojnie światowej. Nie wierzono jednak, że stary rok odejdzie sam – aby go czym prędzej przegonić strzelano z bicza albo batami. Ziemianie natomiast wprowadzili liczne ludowe tradycje. Najważniejsze z nich to wypiekanie okolicznościowych chlebków i bułeczek, zwanych szczodrakami i bochniaczkami. Obdarowywano nimi sąsiadów. Dzieci natomiast licznie robiły dorosłym różne żarty, a kiedy zapadał wieczór brały udział w organizowanych specjalnie na tę okazję kuligach. Warto zwrócić uwagę, że wiele zwyczajów narodziło się dopiero po 1945 roku. Pomijając szampana, o którym wspomniałem powyżej, to właśnie wtedy młode kobiety lały roztopiony wosk, aby dowiedzieć się co czeka ich w przyszłości.

eve-1071356_960_720

Spokojny Daleki Wschód

Na zakończenie tekstu chciałbym pokazać, że nie we wszystkich miejscach na świecie obchody Sylwestra i Nowego Roku wiążą się z beztroską, szaloną zabawą. Osobiście, nieodmiennie fascynowały mnie obchody japońskie, tak dalekie od znanych nam europejskich. Otóż w Kraju Kwitnącej Wiśni obchody nowego roku kryją się pod nazwą o-shōgatsu. Jest to skrótowa nazwa trzech pierwszych dni stycznia, które mają tam swoje rytuały. Zacząć należy od tego, że w opisywanym kraju dzień 1 stycznia ma rangę święta państwowego. Japończycy zaś bardzo poważnie traktują tę datę, ponieważ jest to dla nich ostatni dzwonek na pozałatwianie spraw ze starego roku i ułożenie ostatecznych planów na kolejny. Na uwagę ponad to zasługuje fakt długich przygotowań do świętowania, sprzątanie, wyrabianie pięknych kompozycji kwiatowych oraz wypiekanie ostrych ryżowych ciasteczek. Noc przed nowym rokiem nie jest jednak fetowana tam imprezami do białego rana – najczęściej rodziny oglądają wtedy programy telewizyjne lub idą do świątyni by 108 razy uderzyć w dzwon odganiający stary rok. Najważniejszy jest pierwszy dzień nowego roku. Wtedy to mają miejsce wspólne modlitwy, postanowienia, a także wypowiadanie życzeń. Odbywa się to przy pomocy pękatej, posiadającej głowę bez oczu lalki o nazwie darumy. Wypowiadający życzenie dorysowuje jej jedno oko, a jak życzenie się spełni zostaje dorysowane drugie. Gorzej jeśli nie – wówczas lalka kolejnej nocy sylwestrowej ląduje w płomieniach. W tym dniu przyjmuje się i daje różnego rodzaju podarki, wspólnie cieszy się „pierwszymi rzeczami” robionymi w nowym roku, starając się wydedukować z nich jakąś przepowiednię, a także spędza się czas na różnego rodzaju grach towarzyskich, czy to w karty czy w puszczanie latawca czy w japońską odmianę kometki. Na to wszystko trzeba mieć siłę. Nie na darmo może Buson Yosa, osiemnastowieczny mistrz krótkiej poetyckiej formy zwanej haiku odnotował:

Pora spać

Toż to dopiero jutro

Nowy Rok

 

A Wy jak myślicie?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s