wegeBIBLIOTECZKA: Superfood z ogrodów, łąk i lasów + KONKURS

Nie męczy Was trochę ta moda na superfood? Wszędzie jogody goji, nasiona chia, spirulina, jagody acai, maca… Wydajemy majątek w sklepie chcąc wypełnić szafki super jedzeniem, które doda nam sił i pomoże cieszyć się zdrowiem. Tym chętniej sięgnęłam po książkę, która miała swoją premierę 24 maja. Bo kto powiedział, że superfood musimy szukać na sklepowych półkach?

Superfood na wyciągnięcie ręki

W swojej książce Karin Greiner opowiada o roślinach, które możemy wyhodować we własnym ogrodzie lub na działce. Część z nich rośnie dziko w lesie i na łąkach. Sięgając po to, co kwitnie tuż za rogiem, nie potrzebujemy procesów sztucznego dojrzewania, konserwowania, obróbki wstępnej i transportu. Możemy jeść naturalnie i świeżo bez wydawania majątku.

Dużo wiedzy i inspiracji

Książka „Superfood z ogrodów, łąk i lasów” to skarbnica wiedzy. Została podzielona na działy odpowiadające porom roku. Każda pora roku to zbiór informacji na temat wybranych roślin. Oprócz krótkiej prezentacji i charakterystyki każdej rośliny, dostajemy od razu przepis na potrawę z jej użyciem. Ogromny plus za opisanie, do jakiej diety pasuje dany przepis (np. wegetariańska, wegańska itp.). Zdjęcia potraw powodują, że cieknie ślinka. 🙂

KONKURS

Zwycięzca konkursu: Natalia Krupa

Gratuluję!

______________________________________________________________________________________

Mam dodatkowy egzemplarz książki, który chcę podarować komuś z Was. 😉 Zróbmy więc szybki konkurs!

Zadanie konkursowe: w komentarzu pod tym postem (na blogu, nie na Facebooku) napisz, jaka potrawa zawsze poprawia Ci nastrój i dlaczego. 🙂

Proste? A więc do dzieła. 🙂

Konkurs trwa do 25 lipca 2017 r., do godz. 23:59. Wyniki ogłoszę w tym wpisie do 30 lipca. 🙂

Szczegółowy regulamin znajduje się tutaj ——> KLIK

P.S. Komentarze są moderowane – postaram się akceptować je na bieżąco, jednak nie martwcie się, jeśli zajmie to 1-2 dni. Jeśli dodaliście komentarz poprawnie, na pewno pojawi się pod wpisem. 🙂 Pamiętajcie, żeby dodając komentarz, podać swoje imię i nazwisko oraz adres mailowy.

Zapisz

Zapisz

37 uwag do wpisu “wegeBIBLIOTECZKA: Superfood z ogrodów, łąk i lasów + KONKURS

  1. Ostatnio mam wielki problem. Z racji moich tarczycowych problemów nie mogę jeść wielu rzeczy które wcześniej cieszyły moje podniebienie. Nie mogę jeść nabiału, glutenu, soi i innych rzeczy. Nie mogłam trafić w potrawę która lubię aż.. Zjadłam makaron ryżowy z sosem truskawkowym! Uwielbiam go za smak, za to że umila mi moja ciężka dietę. A jeszcze jak truskawki są na wpół zamrożone to jak sorbecik😍

    • Dopiero, kiedy przeszłam na weganizm jedzenie zaczęło sprawiać mi przyjemność i obecnie każda wegańska potrawa stanowi moją ulubioną. Jednak ostatnio wybrałam się z przyjaciółką na jagody i udało nam się ich zebrać całkiem sporo, mimo ich tegorocznego niedoboru. Od razu postanowiłam przerobić je na jagodzianki i tak też zrobiłam.Efekt był zniewalający i przez następne kilka dni żywiłam się głównie nimi. Właśnie wtedy dopisywał mi dobry nastrój, nie tylko ze względu na ich pyszny smak, ale przede wszystkim dumę z tego, że mój pierwszy raz z wegańskim ciastem drożdżowym okazał się tak udany. Teraz wiem, że nie ma nic lepszego od własnoręcznie wykonanych jagodzianek z własnoręcznie zebranych jagód. Aż mi w brzuchu zaburczało na samo wspomnienie😋

      • Dziękuje 🙂 eksperymentuje ale czasem jest cieżko bo nie moge nic wymyślić zwłaszcza, że ciężko mi się żyje bez nabiału. Mleko piłam litrami ale nawet jakies serki czy coś a teraz niestety

  2. Moja propozycja to Trufle marchewkowe z bakaliami
    Składniki na 12 sztuk
    • marchewka [ok. 50 g / 1 średnia sztuka]
    • migdały [50 g]
    • siemię lniane [10 g / 2 łyżki]
    • orzechy włoskie [30 g / garść]
    • daktyle [40-50 g / 8-10 sztuk]
    • rodzynki [1 łyżka]
    • przyprawa do piernika [1 łyżeczka]
    • cynamon [1/2 łyżeczki]
    • sól [szczypta]
    • wiórki kokosowe [3 łyżki]
    • pokruszony wafelek [2 łyżki]
    Przygotowanie
    Migdały, siemię lniane i orzechy wrzucić do blendera i zmielić.
    Daktyle zalać ciepłą wodą i zostawić na ok. 10 minut. Odlać wodę.
    Marchewkę obrać i zetrzeć na tarce o grubych oczkach.
    Orzechy, daktyle i marchewkę zblendować na klejącą masę. Dodać rodzynki i przyprawy.
    Z powstałej masy uformować trufle, obtoczyć w wiórkach kokosowych i pokruszonym wafelku. Odstawić do lodówki żeby stężały i zajadać.
    Monika Och
    monikatolak@interia.pl

  3. Na zadane pytanie odpowiem dość przekornie. Zanim zmieniła mi się świadomość żywieniowa, miałam jakieś tam ulubione potrawy. Mięsne zwykle. Odkąd jem inaczej, takich potraw nie mam. Cieszy mnie każda potrawa, jaką ugotuję i na tę chwilę jest ona tą ulubioną. Zmienia się to w zależności od pory roku. Zimą są to gęste zupy czy kasze z warzywami, latem lżejsze potrawy, jak surówki, sałatki z dodatkami w postaci choćby warzywnych kotletów czy pulpetów. Każdego dnia gotuję to, na co mój organizm ma ochotę najbardziej. Wegetarianizm czy weganizm to takie bogactwo, że nie muszę ograniczać się do potraw ulubionych. Wszystkie lubię.
    I nawet w gotowaniu ważna jest dla mnie chwila obecna, to najważniejsze dla mnie „Teraz”.

  4. Dwójka moich urwisów biegających po mieszkaniu, potrafią zgłodnieć jak wilki z minuty na minutę. Wtedy uwielbiam robić makaron ze szpinakiem, posypany uprażonym słonecznikiem. Danie szybkie, pożywne i w dodatku smakuje całej rodzinie!

  5. Zastanawiam się, jaki jest obecnie mój comfort food. Zimą mam comfort drink – ugotowana na mleku migdałowym lub ryżowym masala chai, taka prawdziwa. Gotuję sypaną herbatę w mleku i wodzie (pół na pół), dodaję cukier (jedyny napój, który piję słodzony), dodaję imbir, chili, kardamon, anyż, goździki, ziele angielskie. Potem odcedzam, wlewam do mojego kryzysowego kubka z napisem „Ojojane miejsca bolą mniej” i w sposób płynny ojojam sobie mój nieco nieszczęśliwy mózg. Zapach przypraw korzennych od razu sprawia, że jest mi lepiej.

    Bez względu na porę roku natomiast uwielbiam spaghetti tofu bolognese z przepisu erVegan. Chyba nic tak nie koi smutku, jak makaron. Węglowodany mają w sobie coś, co sprawia, że życie jest lepsze. A w połączeniu z cudownym, przysmażonym i przypieczonym tofu w sosie pomidorowym, z dodatkiem czerwonego wina, marchewki, cebuli powoduje wyrzut endorfin. Ten makaron najwyraźniej wędruje nie do żołądka, a do mózgu, bo po jego zjedzeniu nie da się być nieszczęśliwą.

  6. moja ulubiona miska z kotkiem 🐱 a w niej płatki jaglane na domowym napoju migdałowym obsypane latkiem! maliny, czereśnie, borówki, jeszcze resztka truskawek 😓 porzeczki, morele. latko jest piękne! i Nasze jedzenie jest wtedy również 💚

  7. Może nie do końca to potrawa będzie,
    Ale to czekolada poprawia humor zawsze i wszędzie! 🙂
    Może to być ciasto, babeczka, ciasteczko
    – byleby zawierało czekolady choć deczko.
    Lody czy krem lub tabliczka cała…
    Na poprawę humoru czekolada jest doskonała!

  8. Potrawa która zawsze poprawia mi humor to spaghetti w wersji specjalnej bo z bardzo cieniutkim makaronem. Pomidorowy sos z warzywnymi dodatkami, taki jak papryka, cebula, pieczarki, cukinia, z odrobiną farszu sojowego i papryczką chili podany z cieniutkim makaronem spaghetti nr 1 (który przywożę kilogramami z wycieczek do Włoch, Grecji lub z Czech bo u nas praktycznie niedostępny), okraszony świeżą bazylią i vegańskim parmezanem. Węglowodanowa bomba po której zawsze na mojej twarzy pojawia się mega banan radości i pełna beztroska 😍

  9. Rzeczy prosto z krzaka:) Uwielbiam, kiedy mogę zamiast śniadania najeść się owoców z krzaka, a pomysł ma obiad oprzeć o to, co już dojrzało na grządkach lub w lesie, +10 do dobrego nastroju

  10. Nie jest to nic wykwintnego, ale ja uwielbiam tę przekąskę za jej genialność w swej prostocie. A jest to jabłko pokrojone w plasterki, posmarowane cienko masłem orzechowym (100% bez żadnych dodatków) i posypane cynamonem cejlońskim- smaki przenikają się i tworzą niesamowitą kompozycję, która z jednej strony relaksuje, a z drugiej daje solidną dawkę energii, świetne jako dodatek do kawy czy szybka przekąska w pracy, polecam każdemu 🙂

  11. Ja od jakiegoś czasu jestem zakochana w brownie z czerwonej fasoli. Smakuje równie dobrze, (a moim zdaniem nawet lepiej) jak czekoladowe, a o ile zdrowsze. Z gotowaniem to u mnie na bakier, ale pieczenie sprawia mi mnóstwo przyjemności. Odpręża, pozwala mi się wyciszyć, no i nie da się ukryć, że takie smakołyki najlepiej działają na poprawę nastroju. Pozdrawiam 🙂

  12. Ja od jakiegoś czasu jestem zakochana w brownie z czerwonej fasoli. Smakuje równie dobrze, (a moim zdaniem nawet lepiej) jak czekoladowe, a o ile zdrowsze. Z gotowaniem to u mnie na bakier, ale pieczenie sprawia mi mnóstwo przyjemności. Odpręża, pozwala mi się wyciszyć, no i nie da się ukryć, że takie smakołyki najlepiej działają na poprawę nastroju. Pozdrawiam 🙂
    (w poprzednim komentarzu zapomniałam o nazwisku)

  13. Zawsze poprawiają mi nastrój podpłomyki. Proste i szybkie pieczone na patelni, podane na ciepło z roztopionym masłem czosnkowym z przyprawami, obłożone świeżą bazylią i pomidorkami. Kojarzą mi się z domem, z przysmakiem z dzieciństwa: moja babcia przy okazji robienia makaronu kładła paski ciasta na piecu i takie gorące podpłomyki były największym przysmakiem. Potem po latach na nowo robiła podpłomyki moja mama (najczęściej gdy wracałam do domu na weekendy ze studiów) -właśnie z masłem czosnkowym i pomidorami. Ja dodaję również bazylię, ale zapach i smak podpłomyków już na zawsze będzie mi się kojarzył z ciepłem kuchni z mojego dzieciństwa.

  14. Moja Mama byla naprawde Mistrzynią Kuchni- potrafila wyczarowac coś z niczego- a w czasach kryzysu to byla nie lada sztuka! Do dzisiaj pamiętam jednak zapach i smak zwyklego drozdzowego ciasta. Nigdy nie udalo mi się zrobic tak pysznego- Matula dodawala bowiem swoj sekretny skladnik-szczypte milosci,cierpliwosci,serca…
    Ostatni raz pieklam drozdzowe,jak moja Rodzona byla malenka. Przedwczoraj upieklam go ze śliwkami- po tylu latach wróciłam do sobotniego rytuału. Wiecie dlaczego? Przy wyrabianiu ciasta przez te kilkanaście minut wyrzucam z siebie cala złość tygodniową. Daje upust emocjom,ktore przez te kilka dni niestety się nagromadzily. Może się starzeje,moze zycie staje się cięższe- trudno stwierdzić.. jedno wiem: to idealna terapia- i musze przyznac,ze ciasto wychodzi dobre! To,ze wrocilam do pieczenia,zaczelam próbować tworzyc potrawy- zawdzieczam wlasnie temu fp -Pyszne Wege. Przez przypadek trafiłam na ten blog jakis czas temu. Ja,antytalent kuchenny- zaczelam wykorzystywac przepisy od Eweliny. Powoli zaczynam lubic gotowac! Z Jej pomocą,wskazowkami- idzie coraz lepiej. Dziękuję za te rady,za cierpliwość,za przepisy 🙂

  15. To co poprawia mi nastrój to mega czekoladowe ciasto na bazie fasoli 😀 na spód Brownie z fasoli na górę mus czekoladowy z aquafaby i czekolady 🙂 poprawia mi to humor bo mam uczulenie na wiele rzeczy m.in gluten, jajka I nabiał. Niestety to moje ukochane produkty dlatego jak jem to obłędnie czekoladowe ciasto, które jest mega zdrowe i nie nie uczula to mam wrażenie normalności 🙂

  16. Królowa wege, królowa nastroju to tropikalna tortilla z… rodzynkami! Pytacie jak to możliwe? A możliwe. I smaczne!

    Na początek przyznam się do małej manipulacji. Rodzynki nie będą głównym bohaterem dania. Ale będą go wspierać. Pora zacząć. Stwórzmy sos.

    Pomidory. Trochę soku pomarańczowego do ożywienia. Wiórka kokosowe. Dusimy to na patelni do zredukowania. Wrzucamy rodzynki, aż napęcznieją w sosiku. To one dają egzotyczną, wyjątkową wspaniałość której nie znajdziecie w żadnym innym przepisie, Ale to jedynie uwertura, pamiętajmy o tym. W międzyczasie zajmujemy się magią. Bo jak inaczej nazwać robienie placków tortilli? Woda, szczypta soli, mąka. Ewentualnie ciut ciut proszku do pieczenia. Nic więcej. Czary-mary, zagniatamy, wałkujemy, pieczemy na suchej patelni. To wszystko! Mamy tortille! Nie ważcie się, proszę, sięgać po sklepowe placki z milionem konserwantów! To jest proste do wykonania, no i całkiem szybkie 🙂 Pora na farsz. Czerwona fasolka z puszki, smażona cebulka (polecam delikatną wiosenną szalotkę!), pokrojony świeży pomidorek, równie świeży liść sałaty i… nic więcej. Fasolka nadaje „ciała”. cebulka jest jak zawsze prawdziwą petardą smaku, a pomidorek w tandemie z sałatą, dba o poczucie świeżości. Zawijamy w upieczony placek tortilli, a na koniec wlewamy nasz boski, egzotyczny, kokosowo-pomarańczowo-rodzynkowo-pomidorowy sos. Czy ktoś zna osobę która po takiej dawce zdrowego, lekkiego, wspaniałego fast-fooda nie poprawi swojego nastroju? Ja zawsze się czuję lepiej. I dlatego polecam tę tortillę Tobie, Tobie i Tobie.

  17. Lody, lody poziomkowe – wyjątkowe letnie wspomnienia….widok i zapach ziół i polnych kwiatów, których magię zapraszam do swojego domu i często goszczą na honorowym miejscu w moim salonie w wazonie( ich urok staram się zatrzymać na dłużej np. susząc lawendę lub rumianek, które swoim aromatem przypominają mi o lecie i wprowadzają promyczki słońca w krótkie zimowe dni) a pośród nich małe czerwone kuleczki. Smak polnych poziomek dojrzewających w popołudniowym słońcu, tak wyjątkowych bo kojarzą mi się z letnimi spacerami i wyszukiwaniem ich w polu pośród traw, co jest niemałym wyzwaniem bo lubią się bawić ze mną w chowanego 🙂 Lubią też zostawiać swój „poziomkowy ślad” na moich dłoniach ale kto by się przejmował w końcu jest LATO! Jak już uda się „złapać” poziomki do koszyczka, powstają z nich przepyszne lody domowej roboty, na które wyłączność ma moja ciocia Alina z Lublina i magicznym sposobem zamienia w przepyszny niepowtarzalny deser ochładzający upalne dni 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s